System gospodarczy w czasach pokoju i względnego dobrobytu – wstęp do charakterystyki systemu

Żyjemy w okresie bezprecedensowym w dziejach nowożytnych. Widoczne jest to szczególnie w przypadku starego kontynentu gdzie brak wojen, dobre warunki pracy, opieka socjalna, dostępność system edukacji i opieki zdrowotnej, tworzą stan, który można określić mianem względnego dobrobytu. Zmiany dotyczą również innych rejonów świata, gdzie rośnie przeciętna długość życia, wzrasta konsumpcja. Bez wątpienia ma to ogromny wpływ na mechanizmy zachodzące w gospodarkach lokalnych, jaki i w skali globalnej. Przemiany są na tyle istotne, że wpływają na fundamenty ekonomii – system bodźców, których ostatecznym „odbiorcą” jest każdy człowiek.

Efekt tworzenia innowacji pobudzany przez wyścigi zbrojeń, transfer kapitałów związany z działaniami wojennymi (dochody i straty wynikające z wojen, późniejsza odbudowa zniszczeń itd), dążenie dużej grupy ludzi do zaspokojenia podstawowych potrzeb – potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa – coraz częściej zanika. Zmiany te, odnoszące się do systemu bodźców, wpływają na możliwości tworzenia wartości dodanej w gospodarce. Coraz częściej aspiracją ludzi nie jest poprawienie swojego stanu posiadania, ale zachowanie swojej aktualnej pozycji. Jednocześnie, decyzyjność i finansowanie procesu tworzenia nowych technologii, zostaje przerzucona z scentralizowanego państwa, na rozproszone przedsiębiorstwa prywatne. Musimy nauczyć się działać i rozwijać w takich warunkach, w warunkach względnego dobrobytu. Cywilizacja musi bowiem dążyć do rozwoju, do stawania czoła pojawiającym się wyzwaniom, do stworzenia najlepszych warunków do przetrwania gatunku.

Obszarem, na którym powinny się skupić nasza działania, jest system bodźców. Bodźce powinny pobudzać działania ludzi w zakresie tworzenia innowacji oraz racjonalnego gospodarowania – gdzie skumulowana racjonalność homoekonomii[1] zbliża się do racjonalności znanej w mikro i makro ekonomii. System państwa centralnie sterowanego, jak pokazuje historia, jest utopijny i ruchy powinny zmierzać w przeciwną stronę – biurokracji możliwe najmniejszej, koniecznie zachowanego wolnego rynku i dającego możliwość egzystencji, w tym dostępu do edukacji. Narzędziami oddziaływania może być jedynie fiskalizm i informacja wpływająca na kulturę masową. Fiskalizm wpływa na stan posiadania majątkowego obywateli, możliwość pomnażania kapitału i konsumpcji. Przekazy informacji kierowane do społeczeństwa, poprzez mass media i system edukacji, wpływają na opinie, system wartości, kulturę, co warunkuje prowadzoną przez ludzi aktywność, wpływa na dokonywanie wyborów.

[1] Pojęcie rozwinięte w artykule: http://blog.skupiewski.com/subiektywna-racjonalnosc-czyli-nieracjonalna-racjonalnosc/

Czy Polskę czeka kryzys?

Wydaj się, że najtrudniejszy od dekad okres w globalne gospodarce mamy już za sobą. Wskaźniki koniunkturalne zaczynają systematycznie piąć się do góry, zagraniczne rynki giełdowe osiągają rekordowe poziomy, Grecja w przyszłym roku prognozuje wyjście z recesji. Nasz kraj przeszedł suchą stopą przez tą światową zawieruchę. Za chwilę rozpocznie się nowa perspektywa unijnego wsparcia, a w najnowszym rankingu Banku Światowego „Doing Business 2014″ awansowaliśmy aż o 10 pozycji plasując się ostatecznie na 45 miejscu, co jest najlepszym wynikiem wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej. Czy stawianie pytania „Czy Polskę czeka kryzys*?” jest w takim razie zasadne? Nie, dla realisty to pytanie nie jest zasadne. Uznałby on, że my już jesteśmy w kryzysie, dla niego on się już rozpoczął.

Jak się okazuje, mimo dużego strumienia finansowego z Brukseli, pogarsza się nasza pozycja w obszarze innowacyjności. Według opublikowanych przez Komisję Europejską tablicy wyników z 2013 r. w zakresie badań i innowacji, Polska spadła do najniższej kategorii państw członkowskich UE. Jednocześnie badania wskazują, że zagrożenie skrajnym ubóstwem utrzymuje się stale na wysokim poziomie. Trwała emigracja zarobkowa, o wręcz niespotykanej wcześniej skali, stała się smutnym faktem. Nie powinno nas zaskakiwać, że w tym roku zanotujemy ujemny wskaźnik demograficzny, dwa lata wcześniej, niż zakładały prognozy. W 2060 roku w Polsce ma będzie największy odsetek osób powyżej 65 roku życia, wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Realista stwierdziłby, iż już dzisiaj jesteśmy w pułapce średniego dochodu (Middle income trap). Niemożność osiągania wzrostu PKB powyżej 3-4 proc. to dla nas oznacza kryzys. W niższym tempie rozwoju gospodarczego nie będziemy mogli doganiać krajów rozwiniętych, nie mamy szans na powroty naszych rodaków z zagranicy, nie odwrócimy negatywnych trendów demograficznych, a bezrobocie będzie utrzymywało się w dalszym ciągu na wysokim poziomie. Pozostaniemy krajem taniej siły roboczej – produkcji najprostszych części samochodowych i outsourcingu nieskomplikowanych procesów biznesowych.

Rozwiązanie jest tylko jedno: innowacja – prawdziwa, nasza.

W tym miejscu, wydaje się, że powinniśmy zadać podstawowe pytania: w jaki sposób pobudzić innowacyjność w naszym kraju i jakich użyć narzędzi, co blokuję naszą innowacyjność?

Nie ma granic przed innowacyjnością, każda branża ich potrzebuje. Możemy być innowacyjni we wszystkich obszarach, nawet w takich, o których sobie dzisiaj nie zdajemy sprawy. Innowatorem może być każdy kto posiada wystarczającą wyobraźnię, giętkość umysłu, jest w stanie się poświęcić i nie boi się ciężkiej pracy. Nie ma też ściśle określonych miejsc gdzie można szukać takich ludzi, oni są pośród nas, w miejscach najczęściej niepozornych.

W pierwszej kolejności powinniśmy zadbać aby mieć takich ludzi. Nasz kraj oprócz piosenkarzy, tancerzy, aktorów i piłkarzy potrzebuje również innych profesji: przedsiębiorców, wynalazców, naukowców, specjalistów. Ludzi twórczych, nieograniczonych, pionierów, wizjonerów, nieprzerwanie dążących do celu. Jako społeczeństwo musimy wytworzyć modę na takie działania, musimy akceptować nonkonformistów, nie sprowadzać wszystkich do szarej masy. Musimy mieć więcej ludzi, którzy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że czegoś się nie da. W całym procesie edukacji, szczególnie w szkolnictwie wyższym, musimy mieć więcej pracy kreatywnej, nieskrępowanej. Studenci nie zgadzający się z profesorami, nie powinni być wytykani palcami i karceni. Początkujący przedsiębiorcy nie powinni być lekceważeni. Być może któryś z nich zmieni obowiązujące dzisiaj zasady. Tylko takie jednostki mogą to zrobić.

Gdy już będziemy mieli potencjalnych innowatorów, to najważniejsze aby im nie przeszkadzać. Nie przeszkadzać procedurami, przepisami, podatkami. Kiedy pytają o niezbędne materiały naukowe – sprowadzić je dla nich. Kiedy pytają o finansowanie – znaleźć profesjonalistów w postaci aniołów biznesu i funduszy Venture Capital, mogących im go udzielić.

Cała przestrzeń administracyjna wymaga uproszczenia. Liczba przepisów prawnych oraz ilość rodzajów i wysokość podatków musi się zmniejszać. Jest to możliwe jedynie przy ograniczaniu zbędnych wydatków państwowych w formie nazbyt rozbudowanego aparatu państwowego. Jak pokazuje wspomniany wcześniej raport „Doing Business 2014″, Polska spadając o 9 pozycji, zajęła 113 miejsce w kategorii „płacenie podatków”. Eksperci oceniają, iż sytuacja w następnym roku może ulec dalszemu pogorszeniu.

Czasu dla optymistów do zadawania pytania „Czy Polskę czeka kryzys?” jest coraz mniej.

P.S. Ciągle jestem optymistą.

* Kryzys nie w sensie technicznym, a ogólnie odczuwalnej możliwości znaczącej poprawy poziomu egzystowania przez większość społeczeństwa. Recesje na pewno nas dosięgnął, ponieważ uzależnieni jesteśmy od cyklu koniunkturalnego, ale w powyższy artykuł nie odnosi się do tego cyklicznego zjawiska.

Produkt krajowy brutto (PKB) – moja krytyka i korekta, cz. 2

Druga uwaga
Patrząc dalej, dochodu nie można utożsamiać ze wszystkimi dobrami (usługi należałoby rozpatrywać w inny sposób), które powstaną w kraju. Wyobraźmy sobie następujący przypadek: państwo o marginalnym poziomie turystyki, która utrzyma się na takim poziomie przez najbliższe dekady ze względu na izolację tego kraju, buduje ogromne mauzoleum dla swojego władcy (1). Budowa trwa 10 lat i państwo zaciąga w tym celu kredyt (lub nie spłaca starego zadłużenia), a budową zajmują się tysiące ludzi. W tym okresie 10-u lat ma to pozytywny wpływ na inwestycje i/lub wydatki państwa. Będzie mieć również pozytywny wpływ na konsumpcję. Z góry jednak wiadomo, że po zakończeniu budowy, nie będą miały miejsca dodatkowe przypływy finansowe z tego tytułu lub będą one na niewystarczającym poziomie. Ta inwestycja nie będzie rentowna i nie powinna być dodawana do dochodu narodowego, choć jednocześnie wpływa na „prawdziwy” cykl gospodarczy poprzez konsumpcje i rentowne inwestycje wykonawców tego projektu, które mogą nastąpić w trakcie i po procesie pierwotnej inwestycji państwa. Koszt alternatywny jest jednak zatrważająco wysoki, a wzrost efektywności realnej gospodarki niepewny i uzależniony od dalszych czynników.

Innym, bardziej realistycznym przykładem, są nietrafione wydatki socjalne państwa. Przykład: ośrodek pomocy społecznej wydaje osobom bezpłatnie artykuły spożywcze, które następnie są odsprzedawane w szarej strefie po cenach znacznie niższych od kosztów wyprodukowania tych towarów. Budżet państwa notuje wydatek na poziomie 10 zł, po czym ten towar zostaje sprzedany w szarej strefie za na przykład 4 zł. Kwota trafia w pełni na konsumpcje dla sprzedawcy (np zakup używek) i samo w sobie stanowi konsumpcję nabywcy, jednak kosztem utraconej konsumpcji tych towarów spożywczych wartości 10 zł (towary nie zostały kupione w sklepie).

Wszelkie „nietrafione” wydatki państwa nie powinny być ujmowane we wskaźniku liczącym dochód narodowy. Inwestycja budżetowa w postaci na przykład budowy mostu powinna być oceniona pod kątem wpływu na otoczenie, co ekonomicznie dzięki tej inwestycji się zmieni. Czy będzie więcej turystów w regionie, którzy wydadzą więcej pieniędzy w kraju zamiast wyjeżdżać za granicę. Czy lokalni przedsiębiorcy dzięki krótszym dojazdom będą oszczędzać na benzynie, a ich pracownicy za to samo wynagrodzenie będą bardziej wydajni. Czy dzięki tej inwestycji powstanie w okolicy nowa fabryka zagranicznego inwestora, zatrudniająca ludzi, płacąca podatki. Czy te korzyści przewyższają koszty budowy mostu. Jeśli tak, to wydatek państwowy zwiększa dochód narodowy. Jeśli nie, to stanowi to stratę i nie zwiększa dochodu, środki zostały zmarnowane, choć na pewno będą miały dalsze konsekwencje dla gospodarki, w tym również pozytywne.

Pozostałe uwagi
Inne moje uwagi są tożsame z opiniami wielu ekonomistów. Należy korygować wartości o szarą strefę i próbą objęcia w modelu wartości niematerialnych, które jednak mają swoją wartość. W tym celu powinaiśmy ujmować konsumcję szarej strefy i konsumpcję wolnego czasu. Obie wartości powinny być określane na podstawie wiarygodnych i standaryzowanych badań. Dodatkowo wycena wolnego czasu powinna być określana na podstawie realnej siły nabywczej i odnoszona do czasu, który nie jest przeznaczany na pracę i realizację potrzeb fizjologicznych, co wynika m.in. z rozwoju technologii handlu, czy bezpieczeństwa.

W efekcie, moją odpowiedzią dla PKB jest wskaźnik „rentowne wydatki i bilans kraju”, który miałby następujący zapis:

Konsumpcja oficjalna + konsumpcja w szarej strefie + konsumpcja wolnego czasu + rentowne inwestycje przedsiębiorstw + rentowne wydatki państwa + eksport – import + stan zapasów zbywalnych.

1. Taki przykład piramidy podawał już wcześniej Milton Friedman

Produkt krajowy brutto (PKB) – moja krytyka i korekta, cz. 1

Podstawą do budowania nowych teorii systemu ekonomicznego, powinno być określenie mierników oceniających ten system i zachodzących w nim zmian krótkoterminowych i długoterminowych – cykli gospodarczych i „wykrzywień fundamentalnych”. Trafnie, najbardziej rozpowszechnionym miernikiem dochodu danego państwa, jest produkt krajowy brutto. Przedstawia on wartość wszystkich dóbr i usług finalnych, wytworzonych w danym kraju, w określonej jednostce czasu. PKB pokazuje więc wartość nowo wytworzoną, a nie całość produkcji realizowanej w gospodarce. Wyliczamy go sumując konsumpcję, inwestycje, wydatki rządowe, wzrost zapasów i eksport, a następnie odejmując import. Jest to najszerzej stosowany sposób obliczania PKB, ponieważ stosunkowo najłatwiej i najskuteczniej tak go określić.

Wzrost gospodarczy, w dzisiejszych czasach, przedstawiamy jako nadwyżka produktu krajowego brutto w okresie późniejszym, w stosunku do okresu wcześniejszego. Recesja jest natomiast ubytkiem PKB przez minimum dwa kolejne kwartały. Jest to niestety bardzo niedoskonałe określanie cyklu gospodarczego, powstałe w pierwszej połowie XX wieku.

Pierwsza uwaga
Mam w tym miejscu kilka uwag dotyczące tego wskaźnika i jemu pochodnych, takim jak choćby PKB per capita, oraz wyznaczaniu trendów stosując PKB. Pierwsza moja uwaga dotyczy nierentownych inwestycji realizowanych przez podmioty gospodarcze, które są doliczane do dochodu narodowego, ale całkowicie nam go zaciemniają. Samo określenie „dochód” nie jest dla mnie synonimem określenia „bogactwo”. Są to według mnie pojęcia bardzo różne i odnoszę wrażenie, że nie przypadkowo w ekonomii szerzej używany jest pierwszego z tych dwóch terminów. Jeśli bowiem kraj ma pod swoim terytorium złoże cennego surowca, to jest to dla niego na pewno bogactwo. Dopóki go nie wydobywa i nie zużywa lub sprzedaje, to nie staje się jednak to bogactwo dochodem. W przypadku gdy nie da się go wydobyć, nawet można by użyć jeszcze innego określenia – „potencjalne bogactwo” – czyli w sumie „nie bogactwo”.

Wracając jednak do nierentownych inwestycji prowadzonych przez podmioty gospodarcze – zaliczane są one w danym momencie (w momencie ich realizacji) do PKB. Wydatki te docelowo okazują się jednak stratą dla przedsiębiorstwa. Nie powodują pojawienia się dochodu, renty, w okresie po przeprowadzeniu inwestycji. Są więc czystą stratą, ale jednak ujmowaną w danym momencie jako coś co buduje dochód narodowy. Jednocześnie nie jest konsumpcją, ponieważ taka inwestycja nie jest przeznaczona dla ludzi, dla realizacji ich potrzeb, ale dla realizacji danej organizacji gospodarczej. Ten cel jednak nie jest osiągany, ponieważ nie pojawia się wspominany wcześniej zysk, wartość dla udziałowców. Należałoby tego typu nierentowne inwestycje wyrzucić ze wskaźnika określającego dochód narodowy.

Dobrze, ale jak to zrobić i co to zmienia? Na dzień dzisiejszy można starać się szacować tego typu inwestycje na podstawie wyników i sond wśród przedsiębiorstw, następnie korygować wskaźnik „w tył”, szacować trend tych negatywnych inwestycji i ujmować w aktualnym odczycie wskaźnika. Następnie te odczyty korygować przez ponowne zebranie danych źródłowych od przedsiębiorstw i analogicznie dalej kontynuować cały proces. Po stronie badań przez statystyków należałoby w wynikach finansowych przedsiębiorstw wyróżniać te inwestycje, które mogą być nietrafione. Przedsiębiorstwa musiałyby się więc określać przy realizacji danej inwestycji, kiedy ma ona zacząć przynosić dochody i etapy dojścia do poziomu rentowności. Na tej podstawie w kolejnych odstępach czasowych inwestycja taka powinna być oceniana i określana dość prosto – czy dzieje się z nią dobrze (założenia są realizowane, ścieżka osiągnięcia BEP jest zachowana), czy niedobrze. Po takiej analizie dochodziłoby do sklasyfikowania wydatków dotyczących danej inwestycji, jako inwestycja rentowna lub inwestycja nierentowna. Na rok 2013 ten proces wydaje się jako bardzo skomplikowany, żmudny i wręcz niemożliwy do przeprowadzenia. Głęboko wieżę, że nie w aż tak odległej przyszłości, będziemy mogli prowadzić znacznie bardziej skomplikowane badania statystyczne gospodarki.

W tym miejscu ktoś może zarzucić, iż nietrafione inwestycje to przejaw ryzyka, z którym musi zmierzyć się przedsiębiorstwo i coś całkowicie naturalnego oraz niezmiennego. Powinno się więc takie wydatki akceptować jak „wióry sypiące się podczas rąbania drewna”, proces mechaniczny występujący w trakcie zarządzania przedsiębiorstwem. Nie zgodzę się z takim ujęciem sprawy. Decyzje inwestycyjne zawsze podejmowane są przez ludzi, wypływają z ich psychiki, która jak opisałem we wcześniejszych wpisach, jest bardzo zawodna. Dodatkowo podejrzewam, iż istnieje pewna bardzo ciekawa prawidłowość – w okresie prosperity ilość nierentownych inwestycji ponadprzeciętnie narasta i osiąga swoją najwyższą wartość w okolicach szczytu lub nieco poniżej szczytu cyklu koniunkturalnego. W euforii dobrobytu, ciągle rosnących zysków, osoby decyzyjne w przedsiębiorstwach częściej podejmują niewłaściwe decyzje dotyczące prowadzonych inwestycji. Idąc dalej, gdybyśmy PKB skorygowali o tą wartość inwestycji przedsiębiorstw, to górka w cyklu koniunkturalnym nam się w jakimś stopniu spłaszczy. Obraz gospodarki skorygowany w ten sposób pokaże nam, że nie jest wcale tak świetnie, jak nam się wydaje.

Keynes czy Friedman? Interwencjonizm państwowy czy monetaryzm?

Podejście do polityki gospodarczej państwa i funkcjonowanie mechanizmów makroekonomicznych jest podstawowym obszarem sporów ekonomistów na przełomie XX i XXI wieku. Korzenie tego sporu sięgają okresu Wielkiego Kryzysu oraz doktryny wprowadzonej przez J.M. Keynesa i odpowiedzi ze strony szkoły austriackiej (np. Ludwig von Mises, Friedrich Hayek) i chicagowskiej (np. Milton Friedman, George Stigler). Część ekonomistów dostrzega pewnego rodzaju lukę między mikroekonomią i makroekonomią. Inni natomiast twierdzą, iż mechanizmy funkcjonujące w obu skalach są jednakowe. Wypracowanie w miarę spójnego podejścia jest największym wyzwaniem na najbliższe dekady.

Kryzys zaobserwowany w pierwszym momencie na amerykańskim rynku kredytów subprime, którego konsekwencje odczuwamy do dnia dzisiejszego, wzmaga dyskusję i zmusza nas do wypracowania efektywnego rozwiązania, drogi ewakuacyjnej możliwej do zastosowania w przyszłości. Sam fakt, czy będziemy kiedyś zmuszeni do skorzystania z tego typu rozwiązań nie podlega dyskusji. Globalna gospodarka jest chwiejna, cykle prosperity i recesji będą się zdarzać, a ich natężenie może wręcz rosnąć.

Keynesizm czy monetaryzm? Moja odpowiedź brzmi: coś innego. Coś bazującego na dotychczasowych nurtach, doświadczeniach, ale uwzględniające nowe elementy fundamentalne. Natychmiast pojawiają się kolejne pytania: jakie są to elementy, gdzie mamy ich szukać? W kolejnych wpisach postaram się opisywać te zagadnienia.