Czy Polskę czeka kryzys?

Wydaj się, że najtrudniejszy od dekad okres w globalne gospodarce mamy już za sobą. Wskaźniki koniunkturalne zaczynają systematycznie piąć się do góry, zagraniczne rynki giełdowe osiągają rekordowe poziomy, Grecja w przyszłym roku prognozuje wyjście z recesji. Nasz kraj przeszedł suchą stopą przez tą światową zawieruchę. Za chwilę rozpocznie się nowa perspektywa unijnego wsparcia, a w najnowszym rankingu Banku Światowego „Doing Business 2014″ awansowaliśmy aż o 10 pozycji plasując się ostatecznie na 45 miejscu, co jest najlepszym wynikiem wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej. Czy stawianie pytania „Czy Polskę czeka kryzys*?” jest w takim razie zasadne? Nie, dla realisty to pytanie nie jest zasadne. Uznałby on, że my już jesteśmy w kryzysie, dla niego on się już rozpoczął.

Jak się okazuje, mimo dużego strumienia finansowego z Brukseli, pogarsza się nasza pozycja w obszarze innowacyjności. Według opublikowanych przez Komisję Europejską tablicy wyników z 2013 r. w zakresie badań i innowacji, Polska spadła do najniższej kategorii państw członkowskich UE. Jednocześnie badania wskazują, że zagrożenie skrajnym ubóstwem utrzymuje się stale na wysokim poziomie. Trwała emigracja zarobkowa, o wręcz niespotykanej wcześniej skali, stała się smutnym faktem. Nie powinno nas zaskakiwać, że w tym roku zanotujemy ujemny wskaźnik demograficzny, dwa lata wcześniej, niż zakładały prognozy. W 2060 roku w Polsce ma będzie największy odsetek osób powyżej 65 roku życia, wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Realista stwierdziłby, iż już dzisiaj jesteśmy w pułapce średniego dochodu (Middle income trap). Niemożność osiągania wzrostu PKB powyżej 3-4 proc. to dla nas oznacza kryzys. W niższym tempie rozwoju gospodarczego nie będziemy mogli doganiać krajów rozwiniętych, nie mamy szans na powroty naszych rodaków z zagranicy, nie odwrócimy negatywnych trendów demograficznych, a bezrobocie będzie utrzymywało się w dalszym ciągu na wysokim poziomie. Pozostaniemy krajem taniej siły roboczej – produkcji najprostszych części samochodowych i outsourcingu nieskomplikowanych procesów biznesowych.

Rozwiązanie jest tylko jedno: innowacja – prawdziwa, nasza.

W tym miejscu, wydaje się, że powinniśmy zadać podstawowe pytania: w jaki sposób pobudzić innowacyjność w naszym kraju i jakich użyć narzędzi, co blokuję naszą innowacyjność?

Nie ma granic przed innowacyjnością, każda branża ich potrzebuje. Możemy być innowacyjni we wszystkich obszarach, nawet w takich, o których sobie dzisiaj nie zdajemy sprawy. Innowatorem może być każdy kto posiada wystarczającą wyobraźnię, giętkość umysłu, jest w stanie się poświęcić i nie boi się ciężkiej pracy. Nie ma też ściśle określonych miejsc gdzie można szukać takich ludzi, oni są pośród nas, w miejscach najczęściej niepozornych.

W pierwszej kolejności powinniśmy zadbać aby mieć takich ludzi. Nasz kraj oprócz piosenkarzy, tancerzy, aktorów i piłkarzy potrzebuje również innych profesji: przedsiębiorców, wynalazców, naukowców, specjalistów. Ludzi twórczych, nieograniczonych, pionierów, wizjonerów, nieprzerwanie dążących do celu. Jako społeczeństwo musimy wytworzyć modę na takie działania, musimy akceptować nonkonformistów, nie sprowadzać wszystkich do szarej masy. Musimy mieć więcej ludzi, którzy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że czegoś się nie da. W całym procesie edukacji, szczególnie w szkolnictwie wyższym, musimy mieć więcej pracy kreatywnej, nieskrępowanej. Studenci nie zgadzający się z profesorami, nie powinni być wytykani palcami i karceni. Początkujący przedsiębiorcy nie powinni być lekceważeni. Być może któryś z nich zmieni obowiązujące dzisiaj zasady. Tylko takie jednostki mogą to zrobić.

Gdy już będziemy mieli potencjalnych innowatorów, to najważniejsze aby im nie przeszkadzać. Nie przeszkadzać procedurami, przepisami, podatkami. Kiedy pytają o niezbędne materiały naukowe – sprowadzić je dla nich. Kiedy pytają o finansowanie – znaleźć profesjonalistów w postaci aniołów biznesu i funduszy Venture Capital, mogących im go udzielić.

Cała przestrzeń administracyjna wymaga uproszczenia. Liczba przepisów prawnych oraz ilość rodzajów i wysokość podatków musi się zmniejszać. Jest to możliwe jedynie przy ograniczaniu zbędnych wydatków państwowych w formie nazbyt rozbudowanego aparatu państwowego. Jak pokazuje wspomniany wcześniej raport „Doing Business 2014″, Polska spadając o 9 pozycji, zajęła 113 miejsce w kategorii „płacenie podatków”. Eksperci oceniają, iż sytuacja w następnym roku może ulec dalszemu pogorszeniu.

Czasu dla optymistów do zadawania pytania „Czy Polskę czeka kryzys?” jest coraz mniej.

P.S. Ciągle jestem optymistą.

* Kryzys nie w sensie technicznym, a ogólnie odczuwalnej możliwości znaczącej poprawy poziomu egzystowania przez większość społeczeństwa. Recesje na pewno nas dosięgnął, ponieważ uzależnieni jesteśmy od cyklu koniunkturalnego, ale w powyższy artykuł nie odnosi się do tego cyklicznego zjawiska.

Produkt krajowy brutto (PKB) – moja krytyka i korekta, cz. 2

Druga uwaga
Patrząc dalej, dochodu nie można utożsamiać ze wszystkimi dobrami (usługi należałoby rozpatrywać w inny sposób), które powstaną w kraju. Wyobraźmy sobie następujący przypadek: państwo o marginalnym poziomie turystyki, która utrzyma się na takim poziomie przez najbliższe dekady ze względu na izolację tego kraju, buduje ogromne mauzoleum dla swojego władcy (1). Budowa trwa 10 lat i państwo zaciąga w tym celu kredyt (lub nie spłaca starego zadłużenia), a budową zajmują się tysiące ludzi. W tym okresie 10-u lat ma to pozytywny wpływ na inwestycje i/lub wydatki państwa. Będzie mieć również pozytywny wpływ na konsumpcję. Z góry jednak wiadomo, że po zakończeniu budowy, nie będą miały miejsca dodatkowe przypływy finansowe z tego tytułu lub będą one na niewystarczającym poziomie. Ta inwestycja nie będzie rentowna i nie powinna być dodawana do dochodu narodowego, choć jednocześnie wpływa na „prawdziwy” cykl gospodarczy poprzez konsumpcje i rentowne inwestycje wykonawców tego projektu, które mogą nastąpić w trakcie i po procesie pierwotnej inwestycji państwa. Koszt alternatywny jest jednak zatrważająco wysoki, a wzrost efektywności realnej gospodarki niepewny i uzależniony od dalszych czynników.

Innym, bardziej realistycznym przykładem, są nietrafione wydatki socjalne państwa. Przykład: ośrodek pomocy społecznej wydaje osobom bezpłatnie artykuły spożywcze, które następnie są odsprzedawane w szarej strefie po cenach znacznie niższych od kosztów wyprodukowania tych towarów. Budżet państwa notuje wydatek na poziomie 10 zł, po czym ten towar zostaje sprzedany w szarej strefie za na przykład 4 zł. Kwota trafia w pełni na konsumpcje dla sprzedawcy (np zakup używek) i samo w sobie stanowi konsumpcję nabywcy, jednak kosztem utraconej konsumpcji tych towarów spożywczych wartości 10 zł (towary nie zostały kupione w sklepie).

Wszelkie „nietrafione” wydatki państwa nie powinny być ujmowane we wskaźniku liczącym dochód narodowy. Inwestycja budżetowa w postaci na przykład budowy mostu powinna być oceniona pod kątem wpływu na otoczenie, co ekonomicznie dzięki tej inwestycji się zmieni. Czy będzie więcej turystów w regionie, którzy wydadzą więcej pieniędzy w kraju zamiast wyjeżdżać za granicę. Czy lokalni przedsiębiorcy dzięki krótszym dojazdom będą oszczędzać na benzynie, a ich pracownicy za to samo wynagrodzenie będą bardziej wydajni. Czy dzięki tej inwestycji powstanie w okolicy nowa fabryka zagranicznego inwestora, zatrudniająca ludzi, płacąca podatki. Czy te korzyści przewyższają koszty budowy mostu. Jeśli tak, to wydatek państwowy zwiększa dochód narodowy. Jeśli nie, to stanowi to stratę i nie zwiększa dochodu, środki zostały zmarnowane, choć na pewno będą miały dalsze konsekwencje dla gospodarki, w tym również pozytywne.

Pozostałe uwagi
Inne moje uwagi są tożsame z opiniami wielu ekonomistów. Należy korygować wartości o szarą strefę i próbą objęcia w modelu wartości niematerialnych, które jednak mają swoją wartość. W tym celu powinaiśmy ujmować konsumcję szarej strefy i konsumpcję wolnego czasu. Obie wartości powinny być określane na podstawie wiarygodnych i standaryzowanych badań. Dodatkowo wycena wolnego czasu powinna być określana na podstawie realnej siły nabywczej i odnoszona do czasu, który nie jest przeznaczany na pracę i realizację potrzeb fizjologicznych, co wynika m.in. z rozwoju technologii handlu, czy bezpieczeństwa.

W efekcie, moją odpowiedzią dla PKB jest wskaźnik „rentowne wydatki i bilans kraju”, który miałby następujący zapis:

Konsumpcja oficjalna + konsumpcja w szarej strefie + konsumpcja wolnego czasu + rentowne inwestycje przedsiębiorstw + rentowne wydatki państwa + eksport – import + stan zapasów zbywalnych.

1. Taki przykład piramidy podawał już wcześniej Milton Friedman